wtorek, 1 sierpnia 2017

03. Rozdział - Słowa


„Na końcu będziemy pamiętać nie słowa naszych wrogów, ale milczenie naszych przyjaciół”

Zimny pot spłynął po jej skroni, a serce zaczęło walić jak szalone, przez co zaczęła odczuwać lekkie zawroty głowy. Ściskając dłonie na białych spodenkach, starała się oddychać miarowo by zniwelować wcześniej wspomniane objawy. Ten stres był zdecydowanie gorszy niż za pierwszym razem, gdy Natsu przyprowadził ją do Gildii.
- Wchodzisz, czy mam Ci pomóc? – Nie czekając na odpowiedź, popchnął ją lekko do przodu. Drewniane drzwi zaskrzypiały, a magowie we wnętrzu zaprzestali wykonywanych przez siebie czynności patrząc na gościa.
- Wróciliśmy! – Krzyknął zielonooki, wbijając do środka z dwa razy większą energią niż dziewczyna. – Co macie takie miny? Przywieźliśmy mały prezent! – Wyszczerzył się, nabijając w duchu z min zebranych. Wszyscy, bez najmniejszego wyjątku, patrzyli na blondynkę z szeroko otwartymi oczami i szczękami opadniętymi po ziemię.
- Lucy? Jak? – Wydukała Mira.
- Na razie nie wiemy, ale tego zdążymy się jeszcze dowiedzieć. – Natsu wzruszył ramionami, jakby powód w ogóle go nie interesował. Miny zebranych z początkowo zaskoczonych, przeistoczyły się w zwątpienie, aż w końcu w dziką radość.
- Lu-chan! – Levi jako pierwsza rzuciła się na Lucy, tuląc ją tak mocno, jakby bała się, że zniknie. Pozostali poszli w jej ślady,  przy okazji zarzucając Heartfillie masą pytań, randomowych tekstów powitalnych i łamiących jej kości uścisków.
- Spokojnie! Nigdzie się nie wybieram. – Zaśmiała się lekko, witając z każdym po kolei.
- Oczywiście, że nigdzie się nie wybierasz! – Zatrąbiła Cana, uderzając kuflem w stół. – Robimy imprezkę do ostatniego przytomnego!
- Taaaak~! – głośny okrzyk rozniósł się po Gildii, a Mira wraz z Lisanną rozpoczęły swoją pracę, obsługując zdeklarowanych magów. McGarden zaciągając przyjaciółkę do stolika, wraz z kilkoma osobami otaczającymi ją ze wszystkich stron, zaczęła opowiadanie wszelkich historii jakie aktualnie wpadły jej do głowy.
- Nie jesteś zazdrosny? Ukradli Ci ją. – Gray szturchnął przyjaciela, uśmiechając się złośliwie.
- Niby dlaczego miałbym być zazdrosny? – Zawstydził się delikatnie. – Ważne, że wyluzowała i jest szczęśliwa. – Jego oczy złagodniały, kiedy spojrzał na rozpromienioną dziewczynę.
- Ech… Wyznaj jej to w końcu, szkoda na Ciebie patrzeć. – Skrzywił się nieznacznie.
- Chcesz mnie wkurzyć, mrożonko?! – Warknął, a jego dłonie otoczył ogień.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, płomyczku! – Uśmiechnął się szeroko, a temperatura wokół niego zaczęła spadać. Jak na znak, chłopcy rzucili się na siebie, taranując przy tym rząd stolików.
- Jak za starych, dobrych czasów! – Zawiwatował Macao, wraz z kilkoma mężczyznami kibicując jednej ze stron.
- Nie zamierzasz im przerwać? – Spytał Gajeel, opierając się o jedną z kolumn obok Scarlet, która z matczynym uśmiechem popijała herbatę.
- Nie. Trochę stęskniłam się za tym widokiem. – Zaśmiała się, odkładając naczynie. Nagle lodowa lanca, przelatująca obok jej twarzy, przecięła stół na pół, a filiżanka wraz z talerzem świeżego ciasta truskawkowego rozpłaszczyła się na ziemi. Uśmiech kobiety zniknął, a twarz pokryła się cieniem. – SKOŃCZYŁ SIĘ DZIEŃ DZIECKA! – Ryknęła, ruszając w ich kierunku z Benizakurą.
- I po zabawie. – Parsknął śmiechem, zerkając na stolik, gdzie niebieskowłosa zawzięcie opowiadała jakąś historię z Droyem. – Dobrze, że Króliczek wrócił, dzięki niej Kruszyna wydaje się żywsza.
- Ach... Jesteś beznadziejny. Idź i po prostu zaproś ją na randkę. – Lily wywrócił oczyma.
- O czym ty mówisz?! – Automatycznie spurpurowiał.
- Duży chłop, a zachowujesz się jak dziecko. Domyśl się. – Rozkładając skrzydła, odleciał do grupki kociaków.
- I ty przeciwko mnie? – Pomimo swoich słów, posłusznie poszedł do stolika, przy którym siedziała kobieta przyprawiająca go o szybsze bicie serca.

Mistrz Sabertooth krążył po holu, wycierając szlak swojej podróżny już setki razy. Nerwowo przebierając nogami, skubał paznokcie, z których zostały już same resztki, a przerażenie było coraz bardziej widoczne na jego twarzy. Lector, siedzący na parapecie, obserwował swojego przyjaciela z głupkowatą miną, w głowie układając co rusz nowsze złośliwości, którymi chciał go uraczyć. Otwierając pyszczek chciał zarzucić jednym ze swoich tekstów, kiedy do sali wpadła Yukino.
- Mistrzu! Ogłoszono datę kolejnych igrzysk! – Wysapała, patrząc na blondyna z szerokim uśmiechem. Wiedziała, że Sting uwielbia to wydarzenie, ze względu na to, że mógł na nich zobaczyć Pana Natsu, dlatego kiedy tylko przypadkiem usłyszała o wyznaczonej dacie, od razu przyleciała tutaj by móc go poinformować. – Mistrzu? – Chłopak nie reagował na jej wołanie, dalej dreptając w kółko.
- Nie dogadasz się z nim teraz. Sting-kun ma delikatny stresik.– Zachichotał podlatując do białowłosej. – Kiedy będą?
- Za dwa tygodnie. – Odpowiedziała machinalnie, nie odrywając wzroku od maga. – Coś się stało?
- Aria wraca. – Dziewczyna poczuła ukłucie w sercu.
- Dlatego Sting-sama się denerwuje? – Spuściła wzrok, zaciskają delikatnie pięść. Widząc jej reakcje, kot podleciał do przyjaciela i uderzył go piąstką w głowę.
-Hę? – Dopiero po chwili chłopak ogarnął rzeczywistość. – O! Hej Yukino! – Wyszczerzył się, a policzki brązowookiej automatycznie zrobiły się czerwone.
- Coś chciałaś?
- Ogłoszono datę kolejnych igrzysk, odbędą się za dwa tygodnie. – Wydukała cicho, patrząc na swoje stopy.
- Za dwa tygodnie? To świetnie! Muszę powiadomić o tym Natsu-san! – Ucieszył się jak dziecko, przez co serce dziewczyny przyśpieszyło. Kochała sprawiać by był szczęśliwy, bo dzięki temu sama była szczęśliwa.
- Aria-san wraca? – Spytała jeszcze ciszej. Miała szczęście w nieszczęściu, że smoczy zabójca miał dobry słuch.
- Tak?! Widziałaś ją?! – Zbladł, rozglądając się z paniką.
- Nie… Lector-san mi powiedział…
- Ach… - Łapiąc się za głowę, padł na swój tron. – Jeżeli dalej wszystko pamięta, to jestem trupem... – Przełknął głośniej ślinę. Jeszcze parę lat temu Eucliffe był dość brutalnym i grubiańskim człowiekiem przez co miał ciągłe spiny z szatynką. Po zniknięciu poprzedniego mistrza, kiedy objął jego stanowisko dziewczyna była często nieobecna i nigdy nie był w stanie z nią na spokojnie porozmawiać i wszystkiego sobie wyjaśnić. Z czasem coraz ciężej było mu za to się zabrać i dzięki Rouge udawało mu się unikać ognia krzyżowego, bowiem miał on dość duży wpływ na kobietę. Tym razem miał pecha, gdyż brunet był na misji i miał wrócić najwcześniej za trzy dni. Niebieskooki był pewien, że jej uraza nie zniknęła, bo wystarczyła chwila na osobności by pokazała swoje prawdziwe intencje względem białego smoczego zabójcy.
- Wszystko pamiętam, baaaaardzo dokładnie – Poczuł ciepły oddech przy uchu, a nieprzyjemny dreszcz przeszedł przez jego ciało. – Wróciłam, Mistrzu~~ - Spojrzał na magini, która z szerokim uśmiechem siedziała na oparciu krzesła. Oczy mężczyzny rozszerzyły się gwałtownie, a on sam uskoczył kawałek, kiwając głową na przywitanie.
- O-ou~! Wróciłaś, A-Aria… - Jego głos zadrżał.
- Coś taki nerwowy? – Spokojnym krokiem podeszła do niego, a jej mimika twarzy nawet na moment się nie zmieniła.
- Wydaje ci się! – Przełknął głośno ślinę.
- No co ty! – Klepnęła go w ramie, chichocząc. – Nie trzymam długo urazy z powodu błahostek. Peace and love~~! – Wyciągnęła do niego dłoń, którą ujął z początkowym wahaniem. Miał rację, bowiem chwile później leżał na ziemi przerzucony przez ramie krótkowłosej.
- Sting-sama! – Yukino podbiegła do niego i pomogła wstać.
- Współpracujmy bez niepotrzebnych konfliktów, Mistrzu. – Puściła mu oczko, podnosząc plecak z ziemi. –Wracam do pokoju, jestem padnięta~~.
- Na długo zostajesz? – Lector krzyknął za dziewczyną, idącą po schodach na górę.
- Robię sobie wakacje, więc na baaaardzo długo! – Ostatni raz posłała uśmiech zebranym, znikając na piętrze.
- Jestem trupem… Rouge, wracaj! – Jęknął Eucliffe, płosząc swym wrzaskiem okoliczne ptaki.

Unikając przeszkód w postaci latających krzeseł, natarczywych staruszków i pijanej młodzieży, Natsu w końcu opuścił gildię w towarzystwie blondynki. Dobijała północ, a tylko grupa najwytrwalszych jeszcze trzymała się na nogach, zatracając się w dobrej zabawie. Mężczyzna początkowo dobrze się bawił, ale gdy gwiazda wieczoru prawie zaliczyła bliskie spotkanie z glebą, stwierdził iż czas kończyć imprezę.
- Dafno siem tak nie uśmiauam. Kofaaam ich – Chichotała jak opętana, idąc slalomem.
- Ostrożnie – Natsu złapał ją za dłoń, chroniąc tym samym przed kolejnym upadkiem. Brązowooka spojrzała na niego, mrużąc delikatnie oczy.
- Poradzę sobie – Chciała się wyrwać, ale nie pozwolił jej na to.
- A potem będę miał cię na sumieniu. Nie pozwalam, wracamy do domu – Ruszył, a dziewczyna nie protestując więcej zrównała z nim kroku.
- Ale do jakieho? Nie mam zomu… – Wolną dłonią przetarła twarz. – Jesztem pijahna…
- Nie da się ukryć... – Westchnął. – Zmarszczył brwi. – Do twojego domu. W sumie mojego...
- Hęę? – Nie zrozumiała, próbując nawdychać się świeżego powietrza by odrobinę wytrzeźwieć.
- Wykupiłem twoje mieszkanie, jestem oficjalnym właścicielem. – Wyciągnął klucz, pokazując go blondynce.
-Co?! – Zaskoczona zrobiła krok do tyłu, prawie wpadając do wody. Od upadku uchronił ją nikt inny jak Dragneel, przyciągając do siebie.
- Mówiłem żebyś była ostrożna - Westchnął. – Możesz tam mieszkać, w sumie i tak zawsze dzieliliśmy się tym mieszkaniem. – Zaśmiał się na wspomnienie wszystkich napadów na prywatną posesję magini.
- W sumie rałcja… - Czknęła, kiedy zatrzymali się przed budynkiem.
- Chcesz jeszcze posiedzieć na dworze? – Pokręciła głową, ledwo utrzymując równowagę. Wiedziała, że jeszcze chwila, a położy się na ulicy i pójdzie spać.
- Ech… Masz zakaz picia alkoholu. – Otworzył drzwi, wpuszczając ją do środka, asekurując na wypadek, gdyby miała się potknąć.
- Woah… -  Od razu padła na łóżko, przytulając do siebie jedną z poduszek. Różowowłosy zamykając drzwi, usiadł obok niej, szczerząc się jak głupi. Od dwóch dni nie zmieniał wyrazu twarzy i ani trochę nie był tym zmęczony. Była tutaj razem z nim, prawdziwa…
- Dlaczłego moje mieszhanie? – Usiadła, patrząc na niego zamglonym wzrokiem.
- W jednej z walk straciłem swój dom, a twoje było wolne… - W dalszych tłumaczeniach przerwał mu niekontrolowany chichot dziewczyny.
- Zacznę myhśleć, że się fe mnie zakochałeś. – Jego policzki zrobiły się delikatnie czerwone, a przez głowę przeleciały setki scenariuszy tego co może się stać, jeżeli teraz się wygada. Jak zareaguje? Wyśmieje go, czy może jednak odwzajemnia jego uczucia? Poczuł słabość w mięśniach i gdyby nie fakt, że siedział to padł by jak długi. Czy jest na to gotowy?... Aaach! Walić to! Raz kozie śmierć, potem będzie myślał o konsekwencjach!
-J- ja… - Uderzenie kamyka w okno, przerwało jego wyznanie, sprawiając, że zagotował się w środku. – Moment. – Otworzył okno, łapiąc w locie kolejny kamyk, który ogniem swej wściekłości, roztopił.
- Natsu-san! Masz chwile żeby porozmawiać?! – Na dole stał Sting, machając do maga z szerokim uśmiechem.
- Kto to? – Lucy na czworaka podeszła do okna, wyglądając przez nie. Niebieskooki zdziwiony był obecnością gościa, szczególnie dziewczyny, która łudząco przypominała mu Panią Lucy…
- Nikt ważny. Zaraz wrócę, nie ruszaj się stąd. – Wyskoczył przez okno, ciągnąc chłopaka za kamizelkę w stronę parku. Oddalając się wystarczająco, puścił go patrząc na niego spod byka. – Czego chcesz o tej porze? – Zdecydowanie nie miał humoru.
- Chciałem ci powiedzieć, że ogłosili termin igrzysk, będą za dwa tygodnie. – Zerknął w kierunku mieszkania. – Kto to był?
- Lucy. – Machnął ręką. – Przyszedłeś tylko po to? Przeszkadzasz… - Warknął.
- Lu… Pani Lucy?! - Natsu zasłonił mu usta.
- Nie krzycz! – Sam to zrobił.
- Bajfis ajfoasi – Wyburczał strącając rękę Dragneela. – Ale jak to?! Przecież ona… Jak?
- Bo tak. – Natsu wywrócił oczami, już znudził mu się widok zaskoczonych ludzi. – Nie wiemy i już. – Westchnął. – Zobaczymy się za dwa tygodnie, a teraz znikaj. – Odgonił go gestem ręki, zostawiając mistrza Sabertooth w totalnym osłupieniu. Czym prędzej wrócił do domu, wskakując przez okno. – Jest… - Urwał zwieszając głowę z załamaniem. Blondynka smacznie spała, przytulając do siebie poduszkę. – I tyle z mojego wyznania... – Jęknął, po cichu zamykając okno. Siadając na brzegu łóżka spojrzał na śpiącą dziewczynę, niespokojnie kręcącą się podczas snu.
- Już fięcej nie dham rady Cana – Machnęła ręką, prawie uderzając w parapet. Mężczyzna w ostatniej chwili złapał ją za dłoń, delikatnie odkładając na pościel.
- Może to nie odpowiednia pora… - Położył się obok Lucy, patrząc na jej śpiącą twarz. Od zawsze był w gorącej wodzie kąpany, ale może tym razem powinien wykonywać małe kroczki? Lucy potrzebowała czasu, on również. Było to wygodniejsze, bo dzięki temu mógł na spokojnie przygotować się na wszelkie konsekwencje swoich czynów. – Dziękuje, że wróciłaś. – Uśmiechnął się łagodnie, delikatnie głaszcząc jej policzek, a sen zmorzył jego powieki. Nie pamiętał od jak dawna udało mu się tak spokojnie zasnąć, nie martwiąc się o nic. Szczególnie, że teraz gdy się obudzi będzie mógł znów ją zobaczyć.

W pokoju panował względny mrok, rozświetlany jedynie przez łunę światła padającą przez otwarte okno. Właścicielka pokoju siedziała na parapecie, patrząc z utęsknieniem na księżyc jakby był on rzeczą kiedyś należącą do niej, a teraz nieosiągalną. Cicha melodia pozytywki odbijała się echem po niemalże pustym pokoju, wprowadzając spokój w jej sercu . Czując czyjąś obecność, skrzywiła się znacznie zamykając wieczko pozytywki, której melodia ucichła.
- Wejdź. – Spojrzała w głąb pokoju, gdzie zza drzwi niepewnie wychylała się Yukino.
- Przepraszam, że przeszkadzam Aria-san… - Zamknęła za sobą drzwi, nie patrząc nawet na niebieskooką.
- Coś się stało? – Usiadła prosto, a na jej usta przykleił się firmowy uśmiech.
- Mam prośbę do Panienki. – Przełknęła głośniej ślinę, nerwowo bawiąc się swoim płaszczem. Gdy nic jej nie odpowiedziała, kontynuowała. – Mogłaby Panienka nie znęcać się nad Mistrzem Stingiem? – Uniosła wzrok, starając się wyglądać poważnie, choć jej dłonie drżały. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła pewnego rodzaju strach przed jej osobą.
- Przecież się nad nim nie znęcam – Aria zaśmiała się melodyjnie.
- Sting–sama kiedyś był dość nieuprzejmym człowiekiem, ale zmienił się. Wiem, że nie mieliście zbyt dobrych relacji, ale…
- Chcesz bym po prostu trzymała się od niego z daleka, czyż nie? – Zmrużyła delikatnie oczy, uśmiechając się tajemniczo. – Całkiem odważna deklaracja jak na Ciebie.
- Nie o to mi chodziło! Znaczy, ja… - Zaczęła się plątać.
- W porządku. – Przyznała po chwili, patrzyła wprost na nią. – Nie będę się zbliżać do Stinga, nasza relacja będzie czysto oficjalna. – Uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Dzięk… - Jej oczy zabłysły radośnie, ale dziewczyna kontynuowała.
-  Nawet jeżeli będę jedyną osobą, która będzie w stanie mu pomóc, nie zrobię tego. Nie wykonam kroku, choćby miał umrzeć na moich oczach. W końcu nie jesteśmy przyjaciółmi, a zwykłym szefem i poddaną~~ - Ostatnią kwestię powiedziała wesoło.
- Ja nie to…
- Jeśli w jakiś sposób spróbuje naruszyć niemo nadane przez Ciebie warunki, możesz być pewna, że jestem honorowym człowiekiem. – Uśmiechnęła się, a gdy białowłosa mrugnęła, mały nożyk świsnął obok jej twarzy, wbijając się w ścianę. – Wtedy możesz własnoręcznie dokonać kary.  - Yukino rozszerzyła oczy do granic możliwości. Aria zeskakując z parapetu zaczęła się zbliżać do dziewczyny, która odruchowo zaczęła cofać się pod ścianę. Wyciągając rękę w jej kierunku, magini zacisnęła oczy, drżąc na ciele. – To może być całkiem ciekawa zabawa, Yukino-chan... – Otworzyła drzwi. – A teraz wybacz, ale planuje położyć się spać. - Białowłosa opuściła pomieszczenie bez słowa, które szatynka zamknęła na klucz na wypadek kolejnych niespodziewanych gości.
- Kocham zakochanych ludzi. Zawsze dostarczają dużo rozrywki. – Zachichotała, otwierając ponownie pozytywkę. - … A kiedy nadejdzie pora, obudzi się z długiego snu, magii blaskiem rozczepiając mrok. Gdzie zapomniana magia przybierze właściwy kształt i uwolni mnie z okowów nieśmiertelności~~.

Następnego dnia, Lucy obudził ciężar egzystencjonalny. Nie dość, że było jej cholernie gorąco, kac rozsadzał jej głowę, to jeszcze czuła się przygnieciona. Czekaj, czekaj… Rozumiała kaca, bo nieźle wczoraj przeholowała z alkoholem, gorąco również, bo było lato i to dość parne lato, ale ciężar? Otworzyła szeroko oczy, widząc parę centymetrów przed swoją twarzą, twarz śpiącego ognistego smoczego zabójcy. Czując jak gotuje się od środka, starała się uwolnić, ale jej starania spełzły na niczym z powodu stalowego uścisku mężczyzny.
- Natsu, złaź! – Jęknęła, zdmuchując kosmyk zalegający na jej twarzy. Różowowłosy nie reagował na jej słowa, spokojnie ucinając sobie drzemkę. Dziewczyna spojrzała na jego wory pod oczami, łagodniejąc lekko. Nie wiedziała dlaczego, ale wyglądało na to, że Natsu nie sypiał zbyt dobrze przez co automatycznie zrobiło się jej go szkoda. – Znaj łaskę pańską i pośpij trochę. – Burknęła. Leżąc, z nudów zaczęła wertować skrawek po skrawku jego ciało, starając się zastąpić obraz starego Natsu, nowym obrazkiem. Jego rysy twarzy odrobinę się zmieniły, zmężniał przez to przestając wyglądać jak piętnastoletnie dziecko. Jego włosy były tej samej długości jak zapamiętała, może odrobinę dłuższe, a jego ciało… Zaczerwieniła się instynktownie odwracając wzrok, dlaczego się speszyła? Zawsze latał bez koszulki!
- Luuuuubisz go~! – Usłyszała denerwujący głos nad głową. Happy, który dopiero co wrócił, unosił się nad nimi robiąc głupkowatą minę.
- Milcz kocurze!
- Hmm? – Natsu otworzył leniwie oczy, patrząc na czerwoną dziewczynę. – Coś się stało, Lucy?
- Lucy się na Ciebie dziwnie gapiła, Natsu! Miała zbereźne myśli! – Zachichotał kot, zakrywając pyszczek łapkami.
- Nie prawda! – Pisnęła, widząc uśmiech pojawiający się na twarzy Dragneela. – Czemu śpisz w moim łóżku, ubierz się zboczeńcu! – Kopnęła go z całej siły, zrzucając z łóżka. Szybko odsuwając się pod ścianę, zakryła się kołdrą po same oczy.
- Przecież nic nie zrobiłem! – Jęknął boleśnie, pocierając głowę, na której pojawił się delikatny guz.
- Po prostu się ubierz! – Wrzasnęła.
- Jejku, aleś ty głośna z rana Luce... – Wstał i drapiąc się po tyłku, skierował się do łazienki.
- Jestem Lucy, a nie Luce! – Krzyknęła za nim, puszczając kołdrę dopiero w momencie, kiedy zniknął w łazience. – Muszę jak najszybciej znaleźć nowe mieszkanie. – Mruknęła i padła na materac, zakrywając głowę poduszką.
- Jednak miałaś zbereźne myśli! – Zachichotał Happy, unikając poduszki rzuconej przez blondynkę.
- WYPATROSZĘ CIĘ KOCURZE!

♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦

Kolejny rozdział pojawił się po trochę dłuższym czasie, pomimo moich słów, bowiem znów zaczynam mieć krucho z wolnym czasem i jeszcze przyjaciółka do mnie przyjechała, więc nie miałam jak zasiąść do pisania. Mam nadzieję, że lepiej się będzie czytać ze względu na to, że mam nową betę i nie ma tych moich głupich błędów.
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się kolejny rozdział, ale pracuje nad tym w każdej wolnej chwili. Sama chce powrócić do starych nawyków ze systematycznością w robieniu pewnych rzeczy, ale nie będą już tak często jak były ostatnie dwa. Nie zapewniam, ale możliwe iż pojawiać się będą około co tydzień/dwa tygodnie maksymalnie.

Pomimo deklaracji o tomowym podziale rozdziałów, nie jestem pewna czy zmieszczę się w sześciu rozdziałach w tym tomie. Głównym powodem jest to, że żeby nie pędzić zbytnio, co jest moją piętą Achillesową, skracam rozdziały do maksymalnie 10 stron w Wordzie i nie wiem czy na oko dam radę zmieścić się z „planowaną” fabułą tomu. Na koniec pytam o osobę do szablonów, ponownie. Jeżeli jakąś znacie, albo znacie jakąkolwiek stronę to proszę o informację. Zaczyna mnie denerwować mój aktualny, nie mający nic wspólnego z fabułą, czy choćby anime. See ya~~