wtorek, 25 lipca 2017

02. Rozdział - Plan


„Tęsknota, podobnie, jak każda inna choroba wymaga czasu,
 by się przełamać i zniknąć” 

Słońce powoli wychodzące zza widnokręgu, budziło do życia wszelkie żywe istoty. Dragneel siedzący na różowej pościeli, pozostawionej przez poprzednią właścicielkę, przyglądał się temu widokowi, leniwie opierając się o drewniany parapet.. Pogoda zapowiadała się idealnie na szybką misję, zaplanowaną przez maga na ostatnią chwilę. Nie do końca wiedział dlaczego tak zrobił, ale w głębi serca czuł, że dzisiejszy dzień jest inny i to nie z powodu nowego image’u. Wczoraj po powrocie z gildii spoglądając w lustro przy toaletce, zmroziło go. Lucy, która była wyimaginowaną wersją jego przyjaciółki, mówiąca to czego sam był świadomy, miała racje. Zaczynał wyglądać jak Gildarts, a ten stan przyprawiał go o mdłości. Nim położył się do łóżka postanowił na szybko ogarnąć ten bałagan – powrócił do starej długości włosów, zarost ignorowany od dłuższego czasu zniknął z jego twarzy, a jedyne co teraz wyróżniało go od jego starego ja były wielkie wory pod oczami od niewystarczających godzin przeznaczonych na sen. Może i zwariował, że zaczął działać przez wytwór własnej wyobraźni, ale w tym wypadku nie myślał by wyszło mu to na złe.
- Natsu~~ - z zamyślenia wyrwał go głos Happiego, taszczącego w łapkach wielki plecak podróżny. – Powinniśmy już wyruszać, jak dobrze pójdzie to będziemy mieli czas żeby pójść coś zjeść przed spotkaniem z klientem!
- Więc nie mamy czasu do stracenia – uśmiechnął się nikle, biorąc od niego pakunek. Przepuszczając przyjaciela w drzwiach, ostatni raz rzucił spojrzenie na pokój, który nie zmienił się ani trochę mimo upływu lat. Po małej sprzeczce z gildią Titan Nose jego mieszkanie w lesie stało się totalną ruiną. Nie mając czasu na gruntowny remont, za zarobione pieniądze wykupił mieszkanie należące do Lucy. Wciąż mógł wyczuć tu jej słodki zapach, choć z biegiem mijającego czasu, coraz słabiej. Możliwe, że dzięki temu to było jedyne miejsce, w którym na spokojnie mógł odpocząć i bez problemów zasnąć.
- Naaaaaaatsuuuuuuu~~! – z letargu wybudził go dobrze znany głos, którego właścicielka stała kilka metrów przed nim machając radośnie w jego kierunku. Mężczyzna zwolnił kroku, a jego szok z każdym kolejnym metrem robił się coraz większy, bowiem dziewczyna nie była sama. Przed różowowłosym stała cała, stara drużyna – Erza, Gray, Wendy i Carla.
- Co to ma znaczyć? – wydukał, a jego ciało totalnie sparaliżowało.
- Misja, którą wybrałeś była już zajęta, więc żebyś się nie rozmyślił, zaksięgowałam dla Ciebie trochę trudniejsze zadanie i zapewne byś się czepiał… - dostrzegając jego spojrzenie mówiące: „przejść do konkretów”, przełknęła głośno ślinę. – Pomyślałam, że przydałoby Ci się wsparcie, a oni akurat nie mieli nic do roboty, więc… - wyszczerzyła się rozpościerając ręce, przez co chłopak jeszcze bardziej zbladł. –Idziemy wszyscy razem~!
- No ładnie… Było poprosić Mirę… - zaczął marudzić pod nosem.
- Nie jęcz, daleka droga przed nami – Tytania poklepała go po ramieniu, ruszając do przodu ze swoim wózkiem z „najpotrzebniejszymi” rzeczami. – Nawet nie zauważysz, a wrócimy.
- Liczę na owocną współpracę, Natsu-san – Wendy skłoniła się nisko, uciekając speszona za Erzą wraz z kotką obywającą chłopców bez słowa.
- No niestety… Widać, że było nam przeznaczone znowu iść razem na misję, Płomyczku – zaśmiał się Gray, mijając go ze złośliwym uśmiechem. Salamander początkowo zmieniał barwy jak kameleon od sinej po czerwoną.
- LI-SA-NNA! – ryknął, kiedy dziewczyna starała się go ominąć na palcach.
- AYE?! – chowając się za Happym, uśmiechnęła się niewinnie.
- Wybrałaś trudniejszą misję i nie mieli co robić? – aktualnie Dragneel wyglądał jak prawdziwy smok, z dodatkowymi efektami ziania ogniem.
- No tak? Przepraszam! – pisnęła, zamykając oczy. Sądziła, że dostanie po głowie, albo godzinną reprymendę, przez którą popękają jej bębenki w uszach, ale nic się nie stało. Otwierając niepewnie oczy zauważyła grupę przyjaciół, którzy byli już dobry kawał przed nią dyskutując o czymś.
- He? Czekajcie na mnie! Hej~~! – wrzasnęła za nimi, biegnąc ile sił w nogach by ich dogonić.

Ciepłe krople spływające po jej twarzy budziły w niej niepokój. Nie mogąc otworzyć ociężałych powiek, czując ogarniający ją paraliż chciała krzyczeć, ale żaden dźwięk nie wydostał się z jej krtani. Co się stało? Dlaczego nie może się ruszyć? Pytania rozsadzające jej głowę przyprawiały ją o migrenę, a mętlik powodujący te wrażenia, mdłości.
-… I wtedy mrok ustąpi światłu. Czymże stanie się dla świata? Wybawcą czy katem? Czy zdoła mnie powstrzymać przed szerzeniem zła? Czy dasz mi odpowiedź, Właścicielu Czasu? – zimna kropla musnęła jej policzek, a ona sama wystrzeliła jak z procy do pozycji siedzącej, czerpiąc tlen tak łapczywie jakby od dawna go nie zaznała. Jej zdrętwiałe ciało powoli zaczynało odczuwać ciepło i delikatnie muskający jej skórę wiatr.
- Natsu… - mimowolnie wypowiedziała imię swojego przyjaciela, a podmuch wiatru rozwiał jej włosy. Z delikatnym uczuciem bólu otworzyła oczy, próbując przyzwyczaić je do blasku słońca. Leniwie rozejrzała się po miejscu w jakim była – szeroka polana, niedaleko zniszczonej budowli z kamienia,  znajdującej się w pobliżu stromej skarpy.
 – Auć… - próbując się podnieść poczuła łamiący ból w kościach. Podbierając się o drzewo, stanęła koślawo przyglądając się swojemu odzieniu. Miała na sobie wyłącznie postrzępiony u dołu, czarny płaszcz z białym kołnierzem i granatowymi wzorami przypominającymi płomienie. Przeszukując go, jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości.
– Gdzie są moje klucze?! – pisnęła, łapiąc się za głowę.- Ach! Aquarius mnie zamorduje, że znowu zgubiłam jej klucz! – nerwowo postrzępiła sobie włosy, przez co każdy stał w innym kierunku. – I gdzie jest reszta? Zostawili mnie? Natsu! Erza! Gray! Wendy! Juvia! Cana! Levi-chan! Ktokolwiek! – biorąc głębszy wdech, zaczęła stawiać pierwsze kroki, dopiero po paru metrach przypominając sobie jak prawidłowo chodzić. – Muszę ich znaleźć…

Parę metrów dalej, niedaleko Syreniego klifu ,drużyna Natsu dotarła do miejsca ich zlecenia – kryjówki małej grupy magów, tworzącej od pół roku kolejną mroczną gildię. Zleceniodawca będący mieszkańcem pobliskiej wioski zgłosił ten przypadek gildii, a dla nich grupka magów nie wydawała się jakimś szczególnym wyzwaniem. Szczególnie, że ich zdolności nie wydawały się być na wysokim poziome, według mężczyzny.
- Radziłbym po prostu wyjść z kryjówki, nie mamy ochoty na zabawę w kotka i myszkę – mruknął Gray, który podczas podróży zdążył trzy raz pożreć się z Natsu, przez co nie miał najlepszego humoru.
- Kim jesteście i czego tu szukacie? – warknął tęgi mężczyzna, wychodzący zza jednego z drzew. Jego długie siwe włosy związane były w luźnego warkocza opadającego na lewe ramie, na którym posiadał czarny znak syreny w ogniu.
- Jesteśmy magami z Fairy Tail. Lepiej grzecznie poddajcie się i dajcie się przymknąć, a nie będziemy musieli was trochę połamać – pokazując swój znak na piersi, brunet skrzywił się nieznacznie. – Chociaż uwierzcie mi, że mam na to dość wielką ochotę – posłał błyskawicę w stronę Dragneela, totalnie ignorującego kompana.
- Niestety , ale nie mamy zamiaru poddać się bez walki.
- I lepiej dla was byłoby się wycofać, Wróżki – tuż za mężczyzną pojawiła się grupka złożona z pięciu mężczyzn i dwóch kobiet, widocznie należących do organizacji.
- Nie musicie dwa razy powtarzać… - szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Fullbastera. – Ice make… - mężczyzna już planował atak, kiedy głośny wrzask zmroził wszystkich i nie było to z powodu zdolności maga.
- Aaaaaaaaaaaaaaa~~! – pomiędzy grupy, niczym torpeda, wleciała blondynka, której całe ciało było w piachu, a z włosów wystawało kilka źdźbeł trawy. Najwidoczniej musiała sturlać się z samej góry, leżąc teraz jak długa pomiędzy stronami konfliktu.
- Nie żyje? – niski chłopak o rudawych, krótkich włosach zrobił krok w kierunku nowo-przybyłej, kiedy nagle dziewczyna uniosła się do siadu plując zawzięcie resztkami ziemi, płosząc młodzieńca.
- Ten dzień nie może być gorszy – jęknęła płaczliwe.
- Blondyneczka! – zamruczał chłopiec, kucając niedaleko dziewczyny. – Przygarnijmy ją szefie!
- Nie ma mowy.
- Dlaczego?! – jęknął brązowooki, naburmuszając się   
- To wróg, jest z nimi – wskazał skinieniem głowy na jej prawą dłoń, na której widniał różowy znak Fairy Tail. Blondynka szybko kalkulując słowa starszego mężczyzny obróciła się w prawą stronę, gdzie stała grupa jej przyjaciół z szokowanymi minami.
 - Wah! Jesteście! – podniosła się, otrzepując niedbale z piachu. – Wszędzie was szukałam, czemu mnie zostawiliście w jakimś dziwnym miejscu, do tego bez ubrań! – wrzasnęła, a jej policzki zrobiły się delikatnie czerwone. Nie zyskując żadnej reakcji z ich strony, postawiła krok w ich kierunku, momentalnie czując ostre narzędzie przy jej gardle.
- Lepiej się nie ruszaj, blondyneczko~~ - magini zamarła w bezruchu, przełykając głośno ślinę. – Danna! Widać, że oni też się jej nie spodziewali. Możemy jej użyć jako zakład… - chcąc podzielić się swoim pomysłem, w oka mgnieniu znalazł się na przeciwległym drzewie, a jego ubrania spłonęły żywcem.
- Tknij ją, a zabije – brązowooka poczuła mocny uścisk w pasie i twarde mięśnie przylegające do jej pleców. Zerkając w górę jej spojrzenie spotkało się z zielonymi oczyma Natsu. Wydawało jej się, że trochę się zmienił? Jest wyższy?
- Ach… Dziękuje, Natsu – uśmiechnęła się do niego, a jego serce niebezpiecznie przyśpieszyło przez co dość szybko odstawił Heartfillię na ziemię, stając w bezpiecznej odległości. Reszta od razu znalazła się bliżej nich, przyglądając się Magini z niezbyt inteligentnymi minami.
- O co chodzi? – zasłoniła się bardziej, a jej policzki zaróżowiły się jeszcze bardziej.
- Stój. Nie ruszaj się. Za chwilę wrócimy. Happy. Charla. Pilnujcie jej – cała banda ruszyła do ataku z tak bojowym nastrojem, że sama ich chęć mordu wypłoszyła część grupy. Lucy patrząc na ich walkę, w większości jednostronną, dopiero teraz zaczęła zauważać zmiany w ich wyglądzie. Erza poza faktem, że ścięła włosy delikatnie za ucho, nie zmieniła się prawie wcale. Gray i Natsu zdecydowanie podskoczyli w górę, a ich muskulatura zrobiła się znacznie wyraźniejsza. Lisanna, co chwile zmieniająca swą postać, wydawała się mieć dłuższe włosy, choć dla niej aktualnie było to ciężkie do zarejestrowania przez szybkość jej przemian. Najbardziej zaskoczyła ją Wendy. Dziewczynka, którą poznała podczas jednej misji, zaczynała być kobietą. Znacznie urosła, a jej ciało zaczynało nabierać delikatnych kobiecych kształtów. Włosy miała ścięte tak samo jak Erza, z tą różnicą iż jej grzywka była bardziej prosto ścięta. Jak to się stało, że tak się zmienili? Gdzie była w tym czasie?
- Po sprawie~~ - Erza jako pierwsza wróciła do grupki, łapiąc brązowooką za ramiona. – Lucy?
- Tak? Możesz mi wyjaśnić co się wam stało? Zmieniliście się, a ty Wendy strasznie urosłaś! Czuje się jakbym przespała z parę lat! – zażartowała, nieświadoma prawidłowości w swoim rozumowaniu.
- My to pikuś. Jak ty… twoje ciało… - Gray był biały jak kreda. Pierwszy raz widziała u niego takie przerażenie.
- Moje ciało? Nic mi nie jest, poza tym, że mam totalną pustkę w głowie – podskoczyła dwa razy, okręcając się wokół własnej osi dla potwierdzenia.
- Pani Lucy… Mamy X794 rok – tym razem wtrąciła się Wendy, dla pewności badając puls kamratki , podskakujący znacząco po tej wieści.
- X784?! Czekaj, czekaj! – odsunęła się o krok. – Na Tenrou byliśmy w X784, minęło dziesięć lat? Co się ze mną działo, dlaczego?! – poczuła słabość w nogach, uginających się pod nią. Nim jednak zderzyła się z twardą ziemią, poczuła ciepłe ramiona Dragneela, który bez słowa przytulił ją mocno do siebie.
- To naprawdę ty? Tym razem nie jesteś iluzją? – jego głos był tak cichy, że tylko ona mogła go usłyszeć.
- Jestem prawdziwa, to wy…ja… Ach! Jak ja mogłam zgubić dziesięć lat? Totalnie nie pamiętam co się stało! – odsunęła się od maga ognia. – Poza tym skoro minęło dziesięć lat to dlaczego wyglądacie tak młodo? Powinniście być koło trzydziestki! Wkręcacie mnie – zaśmiała się nerwowo.
- To jest akurat dość długa historia, może pójdziemy gdzieś rozbić obóz i porozmawiać? Lepiej będzie wyjaśnić wszystko teraz, zamiast w gildii. Jak wszyscy się na Ciebie rzucą to nie będziemy mieli chwili – zaproponowała Lisanna, posyłając blondynce delikatny uśmiech.
- To jakiś plan. Na chwile obecną czuje jakbym śniła…
- To nasza kwestia – mruknął Gray nadal nieźle zaskoczony zaistniałą sytuacją.          Grupa prowadzona przez Tytanie ruszyła w stronę lasku, niedaleko plaży Akane, gdzie najdogodniej można było rozbić obóz. Chłopcy bez słowa ruszyli na poszukiwanie opału i jedzenia, a dziewczyny po dotarciu na miejsce rozłożyły namioty, zabierając się za rozpalanie ogniska. W czasie, kiedy chłopców nie było Lucy przebrała się w ubrania dane jej przez Lisannę i bez słowa usiadła na pieńku, obserwując płonący ogień. Nie potrafiła skupić myśli, aby znaleźć jakieś logiczne rozwiązanie tej sytuacji. Zerkając na swoje dłonie, zauważyła złamany paznokieć, który pękł jej podczas walki z Hadesem. Niemożliwe żeby nie odrósł, pomimo upływu takiego czasu. Nie było to parę dni, a dziesięć lat!
- W ogóle, co tutaj robiliście? – zaczęła niepewnie, chcąc zmienić tor swoich myśli.
- Ach, mieliśmy misje – Lisanna usiadła obok niej, związując włosy w wysokiego koka. – Trochę podkradliśmy misję Natsu. Dawno nigdzie nie byliśmy razem, więc pomyślałam, że to dobry pomysł – zaśmiała się.
- Dlaczego „dawno”?
- Wiesz, magowie klasy S mają swoje indywidualne zadania – skłamała, nie chcąc psuć bardziej humoru dziewczynie.
- Magowie klasy S?! – prawie udławiła się pitą wodą.
- Tak. Ja, Erza, Gray i Natsu jesteśmy pełnoprawnymi magami klasy S, Wendy ma w tym roku znów próbować.
- Wow… Strasznie się rozwinęliście przez ten czas, teraz będę jeszcze bardziej w tyle – zaśmiała się gorzko, czując ciepłą dłoń Salamandra, na swoich dłoniach.
- Nie przejmuj się, to tylko trzy lata. Jestem pewien, że szybko podskoczysz – pierwszy raz od dawna reszta zobaczyła u Natsu tak szczery i szeroki uśmiech.
- Trzy lata? A nie dziesięć? – brązowooka ciągle czuła się oszołomiona.
- Dziesięć lat temu, kiedy Acnologia zaatakował nas na Tenrou, Pierwsza używając swojej magii, uratowała nas. Skutkiem tego było zniknięcie wyspy z map na dokładnie siedem lat, po czym jakby nigdy nic, powróciła. Sami nie rozumiemy tego jak to się stało, ale pomimo upływu czasu nic się nie zestarzeliśmy, mimo iż czas dla reszty płynął, dla nas był zamrożony. Zauważysz tę różnicę jak zobaczysz Wakabe i Macao – zaśmiał się lekko, delikatnie ściskając jej dłonie.
- Dlatego wyglądacie tak młodo, dla was minęły dopiero trzy lata od tamtego czasu…
- Owszem, sporo się wydarzyło, ale to mniej ważne historie. Bardziej ciekawi mnie, dlaczego tylko ty byłaś zahibernowana dłużej i  czy była to ta sama magia? – napomknęła Scarlet, dorzucając do ognia parę kawałków drewna. – Dlaczego, więc wtedy było tam twoje ciało? – Lucy zbladła słysząc jej słowa.
- Jak to ciało? Przecież jest tutaj, nie umarłam...
- Też tego nie rozumiemy… Ciało to może zbyt duże określenie. Przy przeszukiwaniu wyspy, Natsu znalazł twój szkielet. Mówił, że czuje od niego Twój zapach – zamilkła na parę sekund. – Po gruntownym przepadaniu przez Porlyusice-san, okazało się, że to naprawdę były twoje szczątki. Z tego powodu dokładnie trzy lata i jeden dzień temu, pochowaliśmy cię na cmentarzu przy twojej Matce i Ojcu…
- Ojc.. – łzy pojawiły się w jej oczach. – Mój ojciec nie żyje? – Dragneel przyciągnął dziewczynę do siebie, przytulając ją delikatnie do swojej klatki piersiowej.
- Przykro nam Lucy. Kiedy wróciliśmy z Tenrou, okazało się, że Twój Ojciec zmarł jakiś czas przed naszym powrotem. Nikt nie miał na to wpływu.
- W Twoim mieszkaniu masz kilka listów i prezentów przysłanych przez niego. Nie otwierałem ich, więc gdy wrócimy wszystko Ci przekaże – różowowłosy szepnął cicho, całując ją delikatnie w głowę.
- Dziękuje… - spojrzała mu w oczy ze smutkiem, jak i wdzięcznością. Szybkim ruchem dłoni, starła łzy zalegające w kącikach oczu, biorąc głębszy oddech by móc się uspokoić. – Więc ciągle, jedyne niewiadome, dotyczą mojej osoby? Dlaczego teraz tu jestem, skoro powinnam nie żyć?
- To jest rzecz, której musimy się dowiedzieć, ale z tym nie musimy się śpieszyć. Ważne, że jesteś z nami, cała i zdrowa – zamknął magini w ciasnym uścisku. – Nawet nie wyobrażasz sobie jak wszyscy się ucieszą. Nie wiem jak to się stało, ani jaki rodzaj magii sprawił, że znów możesz być ze mn.. z nami – poprawił się szybko, nie pozwalając dziewczynie się odsunąć. – Ale jestem wdzięczny, że żyjemy w świecie, w którym potrafią zdarzyć się takie cuda – Heartfillia wtuliła się w chłopaka, zaciskając dłonie na jego kamizelce. Ciepło i bliskość Salamandra potrafiło uspokoić ją szybciej niż inne rzeczy, znane jej do tej pory.
- Ehem! No to skoro i tak planujemy tu nocować może się napijemy? – zaproponowała Strauss, wyciągając z plecaka dwie duże butle alkoholu.
- Imprezka!!! – krzyknął Happy z Grayem, rozbawiając tym samym Magini Gwiezdnych Duchów.
- W końcu jestem w domu…

Dość burzliwa pogoda zanosiła się nad Alvarez. Ciemne chmury zasłaniające gwiazdy co chwile zmieniały kształt, rozwiewane przez chłodniejszy wiatr, przynoszący pewnego rodzaju ulgę po dość parnym dniu. Zeref, opierając się o kamienną balustradę obserwował swoje Imperium, będące dość ruchliwe mimo zbliżającej się ulewy.
- Zeref – czując dłoń na swoim ramieniu zerknął w bok, uśmiechając się delikatnie w kierunku szatynki.
- Jakieś wieści?
- Tak jak było zaplanowane, wpadła wprost na swoich. Wykonali również misję zleconą przez jedną z moich marionetek. – siadając na poręczy, błękitne oczy dziewczyny zabłyszczały radośnie. –Masz stąd piękny widok.
- Owszem… - powrócił do obserwowania otoczenia. – Potrafisz nieźle manipulować ludźmi, jak na swój młody wiek.
- Taka moja natura – zeskoczyła na ziemię. – Kiedy zaczynamy drugi etap?
- Niedługo. Na chwile obecną chce dać mojemu braciszkowi odrobinę szczęścia. Dodatkowo potrzebuje trochę czasu, nie wszystko jest gotowe – zerknął na nią kątem oka. – Póki co, obserwuj ich. W tej kwestii bardziej ufam Tobie niż reszcie.
- To zaszczyt, ale będę musiała odmówić – uśmiechnęła się. – Już pora żebym wróciła do domu, męczy mnie ciągłe szpiegowanie i kombinowanie. Potrzebuje wakacji – przeciągnęła się. – Niech ktoś inny się tym zajmie, mogę ewentualnie doglądać ich w wolnej chwili.
- Ostatnimi czasy dużo sobie pozwalasz – zmarszczył brwi.
- Zeref. Nie jestem jedną z twoich głupich „książek”, ani nie należę do grona twoich przydupasów. Pomagam Ci, bo jesteś uroczy – zaśmiała się, łapiąc go za policzek. Oczy mężczyzny zabłyszczały złowrogo, przez co szatynka odskoczyła kawałek, nim zdążył ją złapać. – Żartuje. Jedyne przez co Ci pomagam to fakt iż Twój plan wydaje się dość ciekawy, a ja z natury jestem osobą, która dość łatwo się nudzi. Jeśli mnie zawiedziesz, uwierz mi, że dwa rady się nie zastanowię – zmrużyła oczy, błyszczące dziko w ciemności. – Sam przystałeś na takie warunki, od początku to tylko układ, Zereeefku – wyszczerzyła się.
- Jesteś najdziwniejszą osobą jaką spotkałem od czterystu lat…- westchnął ciężko. – Czasem nie wiem czy jesteś genialna, czy szalona – złapał ją za nadgarstek. Odrobina czarnej magii wydostała się z jego dłoni, oplatając jej skórę, ale nic nadzwyczajnego się nie działo. – Ale z pewnością ciekawa.
- Jedno jest zadziwiająco bliskie drugiemu – wyrwała rękę z jego uścisku. – Będę się zbierać, jeżeli coś rzuci mi się w oczy, odezwę się. Powodzenia w przygotowaniach~~ - pomachała mu leniwie, po chwili znikając z pola widzenia maga, a on sam westchnął przeciągle.
- Oby całe to przedsięwzięcie przyniosło planowane zyski… - ruszając w głąb zamczyska zaczął nucić tylko sobie znaną melodie. -… Czy dasz mi odpowiedz, Właścicielu czasu?

♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦

Zakończyłam ten rozdział szybciej niż mi się wydawało, że go skończę. Z góry przepraszam za błędy, ale nie mam kontaktu z moją betą, a jestem mistrzem w robieniu głupich błędów. Muszę się zapisać na jakiś kurs, może w końcu się oduczę… Po lewej stronie pojawiła się nowa zakładka z informacjami. Informować będę na bieżąco o procesie tworzenia, żebyście mniej więcej wiedzieli kiedy pojawi się rozdział.
Druga sprawa : Cieszy mnie, że pojawia się więcej osób, które czytają moje opowiadanie. Dziękuje Lucy, że powróciłaś do czytania mojego bloga, warto było doprowadzić Cię o stan przedzawałowy, skoro się podobało J. A ty Safiro nie czerwień się, bo nie piszę niczego, czego nie mam na myśli. Dzięki Twojemu komentarzowi zdecydowanie nabrałam mocy do pisania, był dla mnie bodźcem do dalszej pracy nad tym opowiadaniem J.

Mam jeszcze pytanko na koniec. Znacie może jakieś szabloniarnie, które jeszcze są aktywne? Ja ciągle jestem nauczona na starym Onecie, więc ciężko mi wziąć się za uczenie robienia szablonów na blogspocie. Jeżeli coś znacie to fajnie jakbyście podrzucili mi linka. See ya~~.